Historia zatacza koło

Historia zatacza koło

"Historia zatacza koło"

Cześć! Nazywam się Marcin Prończuk, mama Aniela Zuzanna z domu Zielińska, ojciec Witold Tadeusz, babcia Genowefa Zielińska z domu Sawicka , dziadek Jan Zieliński. Razem z moją żoną Martą jesteśmy producentami serów, win i oliw – tworząc markę Bukowicki Dom. Już w tę sobotę po raz pierwszy zawitamy ze swoimi produktami do miasta Szprotawa, oddalonego od naszego domu w Bukowicy o zaledwie 20 km. Na Targu Regionalnych Przysmaków będzie tam można kupić nasze produkty.

To wydarzenie ma dla mnie symboliczne znaczenie. Urodziłem się w Szprotawie w 1975 roku, niemal 50 lat temu. To tutaj, niedaleko szpitala, w którym przyszedłem na świat, będę teraz stał i reprezentował swoje produkty. Ochrzczono mnie w Bukowicy (dawniej Bukowiec). Dziadkowie zostali przesiedleni tutaj w 1945 roku z Galicji Wschodniej (obszar wokół Lwowa, Złoczowa i Tarnopola.), skąd po śmierci mojego ojca w 1975 roku jako roczne dziecko, wpierw z mamą, wyruszyłem w długą podróż przez życie – Skwierzyna, Poznań, Berlin, Drezno, Hamburg… a także podróże służbowe w dalsze zakątki świata: Algieria, Iran, Sudan, Nowa Zelandia, niezliczone kraje Europy.

Na jednym z życiowych zakrętów, poznałem moją ukochaną Martę. To dzięki niej ta droga, choć długa i czasem trudna, stała się piękniejsza, a powrót do Polski – pełen nowych marzeń i wspólnych planów.

Wróciłem do Polski i zamieszkaliśmy w Poznaniu, a potem, 7 lat temu, droga zawiodła do Bukowicy. Wróciliśmy tam, gdzie wszystko się dla mnie zaczęło, by tworzyć naszą winnicę, serowarnię, tłocznię.

Teraz historia zatacza dla mnie pełne koło. Z sercem pełnym wzruszenia i dumy zapraszam Was w sobotę do naszego skromnego stolika w Szprotawie – mieście, które na zawsze pozostanie częścią mnie. 💛

Do zobaczenia!
Marcin

P.S.
Jako małe dziecko w szkole w Skwierzynie miałem pewien sekret. Wszyscy rówieśnicy z dumą mówili, że urodzili się właśnie tutaj – w Skwierzynie. A ja? Ja wiedziałem, że przyszedłem na świat w Szprotawie. Ale co miałem zrobić? Wydawało mi się wtedy, że to coś, co mnie od nich odróżnia, co mogłoby ich zdziwić. „Po co się wychylać?” – myślałem.

Pewnego dnia Pani Dziubińska, moja wychowawczyni zapytała, gdzie się urodziłem. Speszyłem się i zanim zdążyłem pomyśleć, wypaliłem:
– W Skwierzynie!

To był jedyny raz, kiedy skłamałem na ten temat. Dziś, wspominając tamtą chwilę, śmieję się z samego siebie – jak bardzo człowiek potrafi się przejmować drobiazgami, które z czasem okazują się zupełnie nieważne.

Źródło: archiwalny post Facebook Bukowicki Dom, ID eksportu 148.

Udostępnij